25 lipca, 2015

Mała

Mała nie bądź taka dziecinna. Mała nie krzycz tak. Mała bądź twarda. Mała nie bądź tak emocjonalna. Mała nie płacz. Mała miej więcej dystansu. Mała bądź cierpliwa. Mała nie klnij. Mała nie bądź naiwna. Mała nie dawaj się wykorzystywać. Wyluzuj Mała. Mała nie przejmuj się ludzkim gadaniem. Więcej dystansu Mała! Dorośnij Mała. Mała daj sobie czas. Życie da Ci w kość Mała. Przestań się zadręczać Mała. Mała zacznij myśleć o sobie. Mała nie bądź taka wrażliwa. A najlepiej przestań być sobą Mała.


   |spodenki i bluzka- lumpeks | buty- mel by melissa |

13 lipca, 2015

Czego mnie nauczysz?


Może to dziwne ale uwielbiam cytaty, aforyzmy. Prawie codziennie przed snem je czytam i szukam takiego, które idealnie odzwierciedla mój stan ducha, uczucia lub sytuację w jakiej się aktualnie znajduję. To dziwne uczucie czytać własne myśli napisane przez inną osobę. Ostatnio trafiłam też na słowa jakiegoś super mądrego człowieka, który twierdził, że mądre osoby uczą się od każdej osoby, którą spotkały w życiu. I to jest fakt. Zaczęłam zastanawiać się jakie cechy, umiejętności i nawyki przejęłam od osób które są lub były w moim życiu. Stwierdziłam, że jest tego naprawdę sporo i że każdy poznany człowiek wnosi coś do naszego życia i zostawia w nas jakąś cząstkę. Niektórzy uczą nas wiary we własne umiejętności, inni spokoju ducha, kolejni sprawiają, że rozwijamy nasze pasje, że podchodzimy do problemów z większym dystansem. Nauczyłam się większego szacunku do Ojczyzny, nauczyłam się aby nie ufać bezgranicznie ludziom (choć przyznaję, że dalej mam z tym problem). Mogłabym wymieniać bez końca. Od puszczania kaczek, normalnego otwierania paczki parówek (do tej pory ją po prostu rozrywałam na środku, choć w rogu widniał napisał 'otwórz tutaj'...) przez gdakanie jak kura, do zdrowego egoizmu. Są jednak rzeczy dla mnie nie do przeskoczenia jak choćby otworzenie butelki piwa, zawiązania balona, zrobienie supełka na nitce :D Niestety przejmujemy nie tylko dobre cechy. I tu sprawdza się kolejny tekst 'Kto z kim przystaje takim się staje'. Staram się o tym zawsze pamiętać i otaczać odpowiednimi ludźmi, którzy nie wprowadzają do mojego życia kłamstw, fałszu i zła. Chcę aby w okół mnie byli sami dobrzy ludzie. Mam też ogromną nadzieję, że osoby które mnie poznały także miały okazję przejąć coś pozytywnego ode mnie. No chociaż umiejętność bekania na zawołanie! ;)








| ogrodniczki- stradivarius | golf- sh, united colors of benetton | buty- mango, outlet |

25 czerwca, 2015

Kobieta (nie)idealna

Przez moją głowę w ciągu dnia przewijają się przedziwne myśli. Dziś przykładowo w mojej łepetynce pojawiło się pytanie jaka powinna być idealna kobieta. Próbowałam postawić się na miejscu mężczyzny i wyobrazić sobie cechy partnerki idealnej. Pierwsza myślą było, że powinna być kobieca i powinna swoją kobiecość podkreślać. Powinna znać swoje mocne i słabe strony. Gdybym była mężczyzną chciałabym, żeby moja kobieta była wrażliwa i dobra. Powinna mieć w sobie pokłady empatii, współczucia. Powinna być wyrozumiała wobec swojego mężczyzny, bo mężczyźni często nieświadomie (czasem niestety świadomie) popełniają błędy. Powinna też mówić wprost o co jej chodzi, a nie strzelać focha i nie odzywać się kilka dni bez wytłumaczenia. Powinna mieć swoje zainteresowania. Powinna być inteligentna i mieć swoje zdanie. Będąc mężczyzną chciałabym aby moja kobieta była spontaniczna. Jedną z najważniejszych cech jest też poczucie humoru. Powinna znać się na żartach i być uśmiechnięta.  To chyba najważniejsze cechy o których pomyślałam w pierwszej kolejności. Ale z ciekawości wpisałam w 'internety' jakie cechy wymieniają mężczyźni. . O ja naiwna!! Ja  tu o dobroci, wrażliwości, empatii. Niestety. Teraz przytoczę kilka przykładów jaka według nich jest idealna kobieta: zgrabny tyłek, wypinająca się na komendę, nie pierdzi. Super. Jestem pod wrażeniem :) Jak już przeczytałam to, czego nie powinnam była przeczytać to stwierdziłam, że chyba jednak nie chcę być idealną kobietą. Całujcie Wy mnie wszyscy w pumpe. Wolę być nieperfekcyjną zołzą. Pociesza mnie jednak to, że wśród tych wszystkich obrzydliwych, seksistowskich komentarzy udało się znaleźć mężczyzn dla których 'kobieta wypinająca się na komendę' nie jest szczytem marzeń. I szczerze życzę wszystkim kobietom, abyście właśnie na takiego mężczyznę trafiły.





|buty, spodenki- lump | sweterek- H&M | 

16 czerwca, 2015

Z serii nikt mnie nie pytał, ale się wypowiem

W tym roku kończę (przynajmniej taki mam plan;)) studia na kierunku kosmetologia. Przez trzy lata miałam wiele godzin zajęć poświęconych pielęgnacji, poprawiania urody i upiększania ciała. Zajęcia o naturalnych składnikach w kosmetykach, o ziołach, perfumach, masażach. Wykłady o makijażu, hormonach, aparatach do peelingu kawitacyjnego, mikrodermabrazji i tak dalej, i tak dalej... Jednak jedne z tych zajęć szczególnie utkwiły mi w pamięci, bo wywołały sporą dyskusję wśród moich koleżanek. Był to wykład którego tematem były operacje plastyczne, wypełnianie zmarszczek botoksem i inne dość inwazyjne zabiegi w celu poprawy wyglądu bądź ukrycia procesów starzenia. Mam koleżanki, które poprawiły lub wstrzyknęły sobie co nieco (nigdy byście nie zauważyli, że mają coś poprawione, wyglądają świetnie) oraz takie, które stwierdziły, że kobieta powinna być w pełni naturalna i są wrogami medycyny estetycznej. 'Bóg to dał, tak ma być'. Dobrze. Każdy z nas ma prawo do swojej opinii, ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawiła się pewna myśl, która nurtuje mnie do tej pory. Czy stwierdzenie, że to co Bóg nam dał nie powinno być zmieniane, nie jest hipokryzją? Z tego co wiem dostałyśmy też w pakiecie owłosione nogi, czasem pryszcze i nie wyregulowane brwi. Mimo tego kobiety nie chodzą z futrem na nogach (no dobra, niektóre chodzą), maskują pryszcze i regulują brwi. Czy w takim razie kobiety, które cenią absolutną naturalność, goląc nogi, nie zaprzeczają same sobie? Czy to nie jest ingerencja w to co jest naturalne? Czy malowanie włosów i zmiana ich koloru jest naturalna ? Czy nie powinniśmy nosić aparatów ortodontycznych, bo naturalnie mamy krzywe zęby? No raczej nie. Więc dlaczego skoro mamy krzywy nos, nie możemy go 'wyprostować' tak jak robimy to z zębami? Dlaczego kobieta która ma piękne, szczupłe ciało, zgrabne nogi i boską twarz ma nie poprawić sobie obwisłego biustu, jeśli jest to jedyna rzecz która wpędza ją w ogromne kompleksy? Dlaczego ma sobie nie poprawić biustu jeśli przez ten jeden defekt nie zauważa tej boskiej twarzy, pięknych nóg? Powinna to zrobić jeśli jest pewna, że ten  zabieg może przywrócić jej wiarę w siebie, w swoje piękno i dodać pewności siebie. Nie akceptuję za to poprawiania sobie ciała skalpelem, gdy możemy to zrobić sami bez udziału chirurga czy lekarza. Nie rozumiem odsysania tłuszczu ani wszczepiania implantów mięśni. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z własnej sylwetki bądź marzy nam się piękna muskulatura to marsz na siłownie a nie do chirurga! To jest już przegięcie i oznaka próżności, lenistwa człowieka. Zastanawiam się za to ile z nas, mając taką możliwość, poprawiłaby coś w sobie? Wiem, że powinniśmy akceptować się takimi jacy jesteśmy.. Gratuluję i zazdroszczę kobietom które kochają i akceptują swoje defekty. Ale nie oszukujmy się. Nie jest to łatwe do zrobienia ;) Gdy ja o tym myślę, pierwszą rzeczą jaka przychodzi mi do głowy są usta. Chciałabym mieć ponętne, pełne wargi. Nie mylić z kaczymi pontonami. I to moim zdaniem jest właśnie granica, której nie powinniśmy przekraczać! Jeśli poprawione usta, wyprostowany nosek, wypełnione zmarszczki lub powiększone piersi wyglądają jakby były naturalne i nie sprawiają, że wyglądamy jak mumia bez wyrazu albo kobieta kot, to jest w porządku. Ale jeśli widząc kobietę możemy palcem wskazać co miała robione to to już nie jest okej. Jeśli jej piersi sprawiają wrażenie, że zaraz mogą eksplodować to też jest dalekie od okej. A teraz na koniec proszę, oświećcie mnie. Czy to ja jestem taka liberalna i otwarta (dziwne, podobno jestem straszna konserwa), czy ludzie trochę ograniczeni w tym temacie? 


12 czerwca, 2015

Dziecinna kobieta, kobiece dziecko

Ostatnio nie jestem sobą. Bezpieczny grunt zawalił mi się pod nogami. Milion myśli, milion spraw, milion uczuć. A te uczucia, emocje takie spuchnięte, nabrzmiałe. Czekam na moment gdy to wszystko eksploduje. Gdy uwolnię wszystkie obawy, zrzucę cały ciężar. Czekam na ten moment i cholernie się go boję, bo nie będzie odwrotu i w tej ogromnej kupie gruzu moich myśli będę musiała coś wyłowić, wybrać, połączyć i zadecydować co dalej. Nawet zwiewne, kwieciste sukienki już nie pomogą. Kolorowe buty nie zatrzymają czasu. Nie sprawią, że dalej będę mogła tkwić w słodkiej, dziecięcej beztrosce i spokojnie czytać książkę. I mogę sobie powtarzać jak mantrę, że wszystko się samo ułoży, że poczekam, popatrzę jak się wszystko samo potoczy. Nieprawda. Nic się samo nie ułoży jeśli ja sama tego nie ułożę. Jeśli nie wezmę spraw w swoje własne ręce. Jestem pół-kobietą, pół-dzieckiem. Jako dorosła kobieta zdaję sobie sprawę z tego co powinnam zrobić. Zdaję sobie sprawę, że to ode mnie zależy jak wszystko się zakończy. Ale jako dziecko uciekłabym. Najchętniej w Bieszczady. W tym momencie. Jako dziecko zostawiam to wszystko i idę. Idę, bo kawa stygnie.






|sukienka- lumpeks | buty- H&M |

Polub mnie na fb