15 lipca, 2016

Sesja z koniem


Zdaję sobie sprawę, że na tych zdję­ciach kom­bi­ne­zon nie jest wystar­cza­jąco widoczny. Zapewne pojawi się tu jesz­cze raz, oczy­wi­ście gdy pogoda pozwoli. Póki co owi­jam się wiel­kim, futrza­nym swe­trem, wci­skam w jeansy, a jed­nym sza­leń­stwem są san­dałki na nogach. W powie­trzu czuję już jesień, ale mam nadzieję, że w sierp­niu zawita do nas jesz­cze lato. Choćby po to abym mogła jesz­cze bar­dziej zatę­sk­nić do mojej ulu­bio­nej pory roku- jesieni. Jeśli cho­dzi o zdję­cia, to może nie są to typowe zdję­cia stroju, ale myślę, że to Łuna (koń mojej sio­stry) powinna być głów­nym boha­te­rem. Koń, zachód słońca, łąka. Te zdję­cia nie mogły nie wyjść. Pew­nie byłoby ich wię­cej gdyby nie fakt, że Łuna zaczęła się dener­wo­wać lata­ją­cymi i gry­zą­cymi ją owa­dami. Tego dnia i tak była bar­dzo grzeczna, wręcz znu­dzona, jed­nak jazda na wypło­szo­nym koniu, w dodatku bez sio­dła, nie jest moim szczy­tem marzeń.


|kombinezon- no name | opaska- H&M|


13 lipca, 2016

Stara boazeria- metamofroza

Lubię ciągle coś zmieniać i dopracowywać w moim otoczeniu. W moim mieszkaniu panuje wieczny remont. A co za tym idzie wieczny bałagan. To nic. Kiedyś będzie idealnie i tak jak chcę aby było. To będzie znak, że czas się wyprowadzić i szukać nowych metrów do poprawiania. Jak widać lubię malować nie tylko pazurki i makijaże, ale także podłogi i starą boazerię. Generalnie (generalnie nienawidzę, gdy ktoś nadużywa tego słowa!!) wyznaję zasadę, ze jeśli coś jest brzydkie, to pomaluj to na biało. Co do pięknej boazerii z czasów PRL... próbowałam dwóch sposób. Za pierwszym razem pokój malowałam akrylową farbą do drewna, a za drugim akrylową farbą do ścian. Akrylowa farba do drewna w ogólnym rozrachunku wychodzi o wiele drożej, jest mało wydajna i potrzebuje więcej warstw do pełnego krycia. Za to jest odporniejsza na ścieranie, gdy czymś się tę ścianę ufajdoli. Akrylowa farba do ścian to rozwiązanie ekonomiczne i szybsze, choć efekt wizualny jest chyba nieco gorszy. W obu przypadkach używałam farb matowych. Nie chcemy, żeby boazeria wyglądała jak świecący siding. Do pomalowania komody i podłogi użyłam matowej farby olejnej. Czyli szybko, tanio i efekt zadowalający. No to teraz zerknijcie na metamorfozę mojej garderoby. Niestety buty potrzebują oddzielnego pomieszczenia ;)



11 lipca, 2016

Midi skirt, dots


Jestem prostą dziewuchą. Uszczęśliwiają mnie rzeczy proste i drobne. Cieszy mnie mały, skaczący wróbelek. Cieszy mnie zapach świeżego chleba. Zachwyca las, pole, łąka, maki. Tęcza w czasie deszczu. Uszczęśliwia mnie chodzenie boso. Pragnę prostego życia. Dom. Mąż. Dzieciaki. Ogród za starym drewnianym płotem. Nie potrzebuje hałasu, fajerwerków i szalonego życia. Interesują mnie proste znajomości oparte na szczerości, empatii i śmiechu. Interesuje mnie prosta miłość. Bez kłamstw, niepotrzebnych gier. Pragnę prostego życia, prostej przyjaźni i prostej miłości. Zdaję sobie sprawę, że te pragnienia będą ciężkie don zrealizowania. Nie znam drugiej osoby, która bardziej niż ja, potrafi skomplikować najprostsze sprawy.


| spódnica- reserved | buty- no name, takie same TU | bluzka, torebka, pasek- lumpeks |

09 lipca, 2016

Najlepsze matowe pomadki

Pomadka to jeden z moich ulubionych kosmetyków. Dlatego też nazbierała mi się ich spora kolekcja. Dziś chcę pokazać moje ulubione pod względem formuły, trwałości i koloru. Ostatnio jestem wierna matowym szminkom. W połączeniu z konturówką można skorygować kształt ust i sprawić, że wydają się pełniejsze. W swojej kolekcji posiadałam szminki droższe i tańsze. I w tym przypadku cena nie jest adekwatna do jakości. Jednym z moich błędów był zakup szminki za 150 zł. Szminka nie umywała się do pomadek Golden Rose, które kosztują około dziesięciu złotych. Także zerknijcie na moje typy :)


1. Na pierwszy ogień idzie jedna z moich ukochanych pomadek. Trwała pomadka w płynie Golden Rose. To najlepsza pomadka w płynie, która zastyga na typowy mat. Jak na mocny mat nie wysusza ust. Dobrze się rozprowadza, dobrze kryje i jest trwała. Do tego pachnie waniliowo-czekoladowo. Mój kolor to 10. Jest to nude z nieco trupią nutą. Nie każdemu ten kolor będzie pasował. Ja go uwielbiam. Idealny do mocno podkreślonych oczu. Zdjęcia szminek na ustach będą na końcu wpisu :)
 

2. Moje ulubione szminki to zdecydowanie te z Golden Rose. Zresztą widać na zdjęciu ;) Golden Rose Velvet Matte to kolejne dobre szminki w świetnej cenie (około 10 zł). Duża gama kolorystyczna. Dobra trwałość, choć nie taka jak w przypadku poprzedniczki. Ta pomadka także przesadnie nie wysusza nam ust. Niestety, aby uzyskać bardziej matowe wykończenie, należy odcisnąć pomalowane usta w chusteczkę. Mój ukochany kolor to 02. Brudny róż, który nadaje się do codziennego stosowania i pasuje prawie do wszystkiego.



3. Kolej na Matte me od Sleeka. Tu niestety nie mogę polecić Wam formuły tej pomadki. Znalazła się tu tylko ze względu na piękny, wakacyjny kolor. Kolor to neonowy koral. Niestety zdjęcia tego nie oddają :( Pomadka to typowy mat. Niestety krycie jest słabe. Wysusza usta i nieestetycznie się kruszy. Ja więcej nie kupię Matte me, choć wiem, że szminka ma swoich zwolenników. Chodzi o kolor Brink Pink.


4. Kultowe Bourjois Rouge Edition Velvet. Moja pierwsza szminka tego typu. Byłam nią totalnie oczarowana. Piękne kolory, nasycone, matowe wykończenie. Szminka jest bardziej w formie takiego musu, przez co przyjemnie się aplikuje. To najtrwalsza pomadka, jakiej używałam. Wżera się w usta i nawet po zmyciu jej, na ustach zostaje kolor. Lubię ją, ale bardziej odpowiada mi płynna pomadka z Golden Rose.




 5. Lubię kosmetyki Kobo. Ta szminka z serii Matte Lips też jest całkiem fajna. Kupiłam ze względu na piękny fioletowy kolor Monaco. Tu także mat wydobędziemy po odciśnięciu ust w chusteczkę. Szminka nie wysusza ust, ale za to nie jest tak trwała, jak jej poprzedniczki.



Od lewej: Bourjois Rouge Edition Velvet kolor Pink Pong.
Od prawej: Golden Rose Velvet matte 02.


Na obu zdjęciach jest Płynna pomadka w płynie Golden Rose odcień 10.


Od lewej: Kobo Matte lips kolor Monaco
Od prawej: Sleek Matte Me kolor Brink Pink


05 lipca, 2016

Floral maxi dress

Bardzo lubię lato. Może nie bardziej niż początek jesieni, ale lubię. Ostatniej nocy leżałam w łóżku i nie mogłam spać, bo najgłupsza mucha świata atakowała mnie co 5 sekund. Tak więc wymachiwałam rękoma i nogami jakby mnie coś opętało i zastanawiałam się czy to lato, to oby nie jest przereklamowane. Doszłam do wniosku, że lubię lato za: opaleniznę, kawę w oknie/na ławce przed domem, za możliwość nieustannego chodzenia boso ( I love it! ), za brak rajstop, za wysokie, odkryte sandałki, za moc kolorów w ubraniach, za to, że o piątej rano jest już jasno, za to, że jakoś więcej motywacji, za tanie, świeże warzywa i owoce, za to, że latem jesteśmy bardziej spontaniczni, za bób. Jednak nie mogę przeboleć takich rzeczy jak: muchy i komary, które uwielbiają mnie budzić i niemiłosiernie denerwować, nadmierne upały, gdy nie możesz w tym czasie wygrzewać się nad jeziorem, tylko jedziesz zatłoczonym busem, prawie codzienne golenie nogi, za to, błysk czoła, jakbym wysmarowała się olejem. Podsumowując wszystko ma swoje plusy i minusy. Jednak zapominam o tym, gdy spalona słońcem, w samym stroju kąpielowym.wsuwam tłustego hot doga i zapijam piwem. Wtedy lato jest cudowne. Chociaż nie. Każda pora roku jest cudowna gdy wsuwasz hot doga. To ja już się pogubiłam.





 |buty- H&M| kurtka- tonext outlet | torebka- lumpeks | sukienka- prezent |

Polub mnie na fb