25 czerwca, 2015

Kobieta (nie)idealna

Przez moją głowę w ciągu dnia przewijają się przedziwne myśli. Dziś przykładowo w mojej łepetynce pojawiło się pytanie jaka powinna być idealna kobieta. Próbowałam postawić się na miejscu mężczyzny i wyobrazić sobie cechy partnerki idealnej. Pierwsza myślą było, że powinna być kobieca i powinna swoją kobiecość podkreślać. Powinna znać swoje mocne i słabe strony. Gdybym była mężczyzną chciałabym, żeby moja kobieta była wrażliwa i dobra. Powinna mieć w sobie pokłady empatii, współczucia. Powinna być wyrozumiała wobec swojego mężczyzny, bo mężczyźni często nieświadomie (czasem niestety świadomie) popełniają błędy. Powinna też mówić wprost o co jej chodzi, a nie strzelać focha i nie odzywać się kilka dni bez wytłumaczenia. Powinna mieć swoje zainteresowania. Powinna być inteligentna i mieć swoje zdanie. Będąc mężczyzną chciałabym aby moja kobieta była spontaniczna. Jedną z najważniejszych cech jest też poczucie humoru. Powinna znać się na żartach i być uśmiechnięta.  To chyba najważniejsze cechy o których pomyślałam w pierwszej kolejności. Ale z ciekawości wpisałam w 'internety' jakie cechy wymieniają mężczyźni. . O ja naiwna!! Ja  tu o dobroci, wrażliwości, empatii. Niestety. Teraz przytoczę kilka przykładów jaka według nich jest idealna kobieta: zgrabny tyłek, wypinająca się na komendę, nie pierdzi. Super. Jestem pod wrażeniem :) Jak już przeczytałam to, czego nie powinnam była przeczytać to stwierdziłam, że chyba jednak nie chcę być idealną kobietą. Całujcie Wy mnie wszyscy w pumpe. Wolę być nieperfekcyjną zołzą. Pociesza mnie jednak to, że wśród tych wszystkich obrzydliwych, seksistowskich komentarzy udało się znaleźć mężczyzn dla których 'kobieta wypinająca się na komendę' nie jest szczytem marzeń. I szczerze życzę wszystkim kobietom, abyście właśnie na takiego mężczyznę trafiły.





|buty, spodenki- lump | sweterek- H&M | 

16 czerwca, 2015

Z serii nikt mnie nie pytał, ale się wypowiem

W tym roku kończę (przynajmniej taki mam plan;)) studia na kierunku kosmetologia. Przez trzy lata miałam wiele godzin zajęć poświęconych pielęgnacji, poprawiania urody i upiększania ciała. Zajęcia o naturalnych składnikach w kosmetykach, o ziołach, perfumach, masażach. Wykłady o makijażu, hormonach, aparatach do peelingu kawitacyjnego, mikrodermabrazji i tak dalej, i tak dalej... Jednak jedne z tych zajęć szczególnie utkwiły mi w pamięci, bo wywołały sporą dyskusję wśród moich koleżanek. Był to wykład którego tematem były operacje plastyczne, wypełnianie zmarszczek botoksem i inne dość inwazyjne zabiegi w celu poprawy wyglądu bądź ukrycia procesów starzenia. Mam koleżanki, które poprawiły lub wstrzyknęły sobie co nieco (nigdy byście nie zauważyli, że mają coś poprawione, wyglądają świetnie) oraz takie, które stwierdziły, że kobieta powinna być w pełni naturalna i są wrogami medycyny estetycznej. 'Bóg to dał, tak ma być'. Dobrze. Każdy z nas ma prawo do swojej opinii, ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawiła się pewna myśl, która nurtuje mnie do tej pory. Czy stwierdzenie, że to co Bóg nam dał nie powinno być zmieniane, nie jest hipokryzją? Z tego co wiem dostałyśmy też w pakiecie owłosione nogi, czasem pryszcze i nie wyregulowane brwi. Mimo tego kobiety nie chodzą z futrem na nogach (no dobra, niektóre chodzą), maskują pryszcze i regulują brwi. Czy w takim razie kobiety, które cenią absolutną naturalność, goląc nogi, nie zaprzeczają same sobie? Czy to nie jest ingerencja w to co jest naturalne? Czy malowanie włosów i zmiana ich koloru jest naturalna ? Czy nie powinniśmy nosić aparatów ortodontycznych, bo naturalnie mamy krzywe zęby? No raczej nie. Więc dlaczego skoro mamy krzywy nos, nie możemy go 'wyprostować' tak jak robimy to z zębami? Dlaczego kobieta która ma piękne, szczupłe ciało, zgrabne nogi i boską twarz ma nie poprawić sobie obwisłego biustu, jeśli jest to jedyna rzecz która wpędza ją w ogromne kompleksy? Dlaczego ma sobie nie poprawić biustu jeśli przez ten jeden defekt nie zauważa tej boskiej twarzy, pięknych nóg? Powinna to zrobić jeśli jest pewna, że ten  zabieg może przywrócić jej wiarę w siebie, w swoje piękno i dodać pewności siebie. Nie akceptuję za to poprawiania sobie ciała skalpelem, gdy możemy to zrobić sami bez udziału chirurga czy lekarza. Nie rozumiem odsysania tłuszczu ani wszczepiania implantów mięśni. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z własnej sylwetki bądź marzy nam się piękna muskulatura to marsz na siłownie a nie do chirurga! To jest już przegięcie i oznaka próżności, lenistwa człowieka. Zastanawiam się za to ile z nas, mając taką możliwość, poprawiłaby coś w sobie? Wiem, że powinniśmy akceptować się takimi jacy jesteśmy.. Gratuluję i zazdroszczę kobietom które kochają i akceptują swoje defekty. Ale nie oszukujmy się. Nie jest to łatwe do zrobienia ;) Gdy ja o tym myślę, pierwszą rzeczą jaka przychodzi mi do głowy są usta. Chciałabym mieć ponętne, pełne wargi. Nie mylić z kaczymi pontonami. I to moim zdaniem jest właśnie granica, której nie powinniśmy przekraczać! Jeśli poprawione usta, wyprostowany nosek, wypełnione zmarszczki lub powiększone piersi wyglądają jakby były naturalne i nie sprawiają, że wyglądamy jak mumia bez wyrazu albo kobieta kot, to jest w porządku. Ale jeśli widząc kobietę możemy palcem wskazać co miała robione to to już nie jest okej. Jeśli jej piersi sprawiają wrażenie, że zaraz mogą eksplodować to też jest dalekie od okej. A teraz na koniec proszę, oświećcie mnie. Czy to ja jestem taka liberalna i otwarta (dziwne, podobno jestem straszna konserwa), czy ludzie trochę ograniczeni w tym temacie? 


12 czerwca, 2015

Dziecinna kobieta, kobiece dziecko

Ostatnio nie jestem sobą. Bezpieczny grunt zawalił mi się pod nogami. Milion myśli, milion spraw, milion uczuć. A te uczucia, emocje takie spuchnięte, nabrzmiałe. Czekam na moment gdy to wszystko eksploduje. Gdy uwolnię wszystkie obawy, zrzucę cały ciężar. Czekam na ten moment i cholernie się go boję, bo nie będzie odwrotu i w tej ogromnej kupie gruzu moich myśli będę musiała coś wyłowić, wybrać, połączyć i zadecydować co dalej. Nawet zwiewne, kwieciste sukienki już nie pomogą. Kolorowe buty nie zatrzymają czasu. Nie sprawią, że dalej będę mogła tkwić w słodkiej, dziecięcej beztrosce i spokojnie czytać książkę. I mogę sobie powtarzać jak mantrę, że wszystko się samo ułoży, że poczekam, popatrzę jak się wszystko samo potoczy. Nieprawda. Nic się samo nie ułoży jeśli ja sama tego nie ułożę. Jeśli nie wezmę spraw w swoje własne ręce. Jestem pół-kobietą, pół-dzieckiem. Jako dorosła kobieta zdaję sobie sprawę z tego co powinnam zrobić. Zdaję sobie sprawę, że to ode mnie zależy jak wszystko się zakończy. Ale jako dziecko uciekłabym. Najchętniej w Bieszczady. W tym momencie. Jako dziecko zostawiam to wszystko i idę. Idę, bo kawa stygnie.






|sukienka- lumpeks | buty- H&M |

10 czerwca, 2015

Kawa, herbata i polityka

Sie­dzę sobie z moim różo­wym, księż­nicz­ko­wym kub­kiem pysz­nej her­baty i nie wiem co napi­sać. Wsta­łam o godzi­nie czter­na­stej i mój mózg jesz­cze nie pra­cuje (dziwne. jak wstaję o pią­tej to też nie jest chętny do pracy). Sen­sowne myśli w gło­wie tłumi mi także ból głowy, kicha­nie i woda lecąca z nosa. Pierw­szy raz w życiu mam aler­gię i mam nadzieję, że ostatni. Zazwy­czaj piszę notki o tym co aku­rat mnie inte­re­suje, iry­tuje, czym się zaj­muję. Ale dziś tego nie zro­bię. Od czasu wybo­rów pre­zy­denc­kich wcią­gnę­łam się w sprawy poli­tyczne. Gdyby ktoś powie­dział mi kilka lat temu, że zamiast poczy­tać pudelka będę wolała pośle­dzić nowinki poli­tyczne to z pew­no­ścią bym go wyśmiała. Wyśmia­ła­bym go też gdyby powie­dział mi, że moim ido­lem będzie Zbi­gniew Sto­noga a nie Michał Wiśniew­ski. Za to ten ktoś wyśmiałby mnie gdyby dowie­dział się na jakim eta­pie przy­go­to­wań do obrony jestem i ile mi do niej zostało. Chaos, chaos, ciem­ność i jesz­cze raz bała­gan. Faj­nie byłoby upo­rząd­ko­wać ciu­chy, biurko, pokój, notatki, życie. Ale nie zapo­wiada się, że prędko zapa­nuje ład i porzą­dek, bo ostat­nio moim ulu­bio­nym powie­dze­niem jest: mam to w dupie. Także moi dro­dzy, mimo iż mam to tro­chę w dupie (tro­chę, bo tro­chę się jed­nak cykam), to zabie­ram się za notatki. Na począ­tek jed­nak idę zro­bić sobie kawę w moim spe­cjal­nym, różo­wym, grosz­ko­wym kubku na kawę (swoją drogą to nor­malne, że mam spe­cjalne kubki na różne oka­zje??), bo herba mi się skoń­czyła.


FACEBOOK                  INSTAGRAM
 
 

|buty, spódnica- lumpeks | koszula- pepco |

06 czerwca, 2015

Retro sukienka i pryszcze

Wiecie, że mogę być kim chcę? Mogę być najbogatszą dziewczyną w internetach, mogę mieć super wypasioną chatę i jadać kalmary na lunch (to podobno lepiej brzmi niż drugie śniadanie). No dobra. Może nie do końca może tak być. Ale mogę Was wszystkich zmanipulować odpowiednimi zdjęciami i będziecie myśleć, że tak właśnie jest. Mogę wykreować każdą wersję siebie. Nigdy nie będziecie pewni czy to prawdziwa ja czy idealnie wykreowana postać. Ostatnio odkryłam, że na allegro można kupić followersów na instagrama, albo lajki na fanpejdża. Za piątka będziesz mieć 1000 dodatkowych obserwatorów. I będziesz sprawiać wrażenie super modnej osoby, która aktualnie jest na topie. Co oczywiście pociągnie za sobą kolejnych, już prawdziwych, obserwatorów. Fajnie, nie? To jest magia internetów. Tu możesz być kim tylko chcesz. Jestem świadoma, że tworzenie pewnej otoczki wokół swojej osoby, zwłaszcza w internecie, jest czymś naturalnym. Sama to robię. Tuszowanie pryszcza w photoshopie to już pewien rodzaj kreacji. Kreuję się na osobę, która nigdy nie ma niedoskonałości. Ale to chyba do wybaczenia ;) Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to aby zachować umiar. Aby nie udawać kompletnie innej osoby, bo to naprawdę widać.  Potrafię zrozumieć wiele, jednak wydawanie pieniędzy na fikcyjnych 'fanów' jest dla mnie niepojęte. To szczyt próżności i głupoty. Daj tego piątaka na wybraną fundację. Na dzieciaka, na psa, jeżozwierza, czy ratowanie drzewek. A jak Ci szkoda to kup sobie czekoladę. Albo mi. O smaku Mister Ronów. Pajacu.


|sukienka- lumpeks | buty- H&M |

Polub mnie na fb